sobota, 29 lipca 2017

Z niewyobrażalnie pojemnej czeluści... Wywiad - Magdalena Kałużyńska

Magdalena Maria Kałużyńska - kobieta idealna, niosąca za sobą grozę i fanów krwawych historii. Może ludzie nie uważają jej książek za dzieła godne kobiety, ale jest sobą i chwalmy ją za to. Na koncie ma liczne publikacje : nie tylko w postaci powieści, ale i opowiadań w antologiach. Nie śpi z piłą mechaniczną, ale bójmy się - bo to dzięki niej nabawimy się nowych lęków. Przed Państwem mistrzyni grozy! 

Alvethor. Białe Miejsce 
Alvethor. Pandemia






1. Mogłabyś na samym początku powiedzieć coś o swojej osobie? Może zdradzisz jak poczułaś wenę do dzielenia się swoimi pomysłami i przelewania ich na papier?
Odkąd pamiętam miałam jakąś taką łatwość wymyślania niestworzonych opowieści, dużo też czytałam, coś tam nawet pisałam w tajemnicy przed całym światem, ale wenę do dzielenia się pomysłami i przelewania ich na papier poczułam dopiero po lekturze powieści Andre Norton pt. Kryształowy Gryf. Kiedy to było? Dawno. Miałam wtedy dziewiętnaście lat. Wtedy złapałam pisarskiego bakcyla.

2. Czy zdecydowałabyś się kiedyś na pisanie pod pseudonimem? Jeśli tak, miałabyś już jakiś pomysł? 
Zanim została wydana moja pierwsza książka ktoś zasugerował, żebym przyjęła męski pseudonim, ponieważ, cytuję "horroru napisanego przez kobietę nie będzie chciał nikt wydać", albo "horror napisany przez kobietę będzie niewiarygodny", "kobiece nazwisko nie pasuje do horroru", ewentualnie "pisarka horrorów nie mieści się w standardowym wizerunku porządnej kobiety". Albo ten ostatni cytat dotyczy tatuaży... Już nie pamiętam. Czasami trochę żałuję, że nie piszę pod pseudonimem, ale żałuję ze względów czysto egoistycznych - wydaje mi się, że pseudonim zapewniłby mi święty spokój. I nie, nie mam pomysłu na ksywę. Nie czułam potrzeby wymyślania jakiejś pasującej do mnie nazwy. Z drugiej strony patrząc - słyszałam, że u kilku kobiet przyczyniłam się do ujawnienia pisarskich inklinacji oraz ciągot do horroru, że stanowię coś w stylu motywatora oraz argumentu w dyskusjach o miejscu kobiety w literaturze oraz co powinny te kobiety pisać, czego nie powinny. Jak to kobiety w Polsce nie piszą horrorów, skoro Kałużyńska napisała! Koniec, kropka. Można? Można. dziwię się, niekiedy, że wciąż zdarza się opcja, żeby zniechęcić kobiety do realizowania literackich "niekobiecych" ciągot. Ale jak to śpiewał Czesław Niemen - dziwny jest ten świat. Pisząc pod pseudonimem tym motywatorem, raczej, bym nie była.


3. Skąd bierzesz/jak rodzą się tytuły Twoich dzieł?
Z tytułami bywa różnie. Sprawa jest, oczywiście, bardziej skomplikowana w przypadku powieści, niż opowiadań, wiadomo, że tekst tytuł mieć powinien. I ma. A kiedy wymyślam tytuł? Niekiedy do momentu skończenia pisania dzieło tytułu nie posiada... Tak było w przypadku mojego powieściowego debiutu. 

4. Jak powstała myśl napisania debiutu i co podkusiło Cię do zniszczenia tego, co stworzyłaś?
Debiut we mnie, mówiąc ogólnie, narastał i, przyznam, że z pisaniem mojej pierwszej powieści bywało różnie. Zaczęłam pisać tę powieść kilkanaście lat temu, ale... pisanie w pewnym momencie przerwałam. Pamiętam, że musiałam wtedy zrobić porządek w moim życiu, w tym wyprostować relacje tak zwane damsko-męskie. Nie było łatwo, ale dałam radę. Do mnie podkusiło do zniszczenia maszynopisu YMAR,  spalenia go, do skasowania plików tekstowych z komputera? Cóż. Nie ukrywam, że mam wybuchowy charakter. Ale prawdziwym powodem destrukcji była niemożliwość znalezienia wydawnictwa na tę powieść. Plus fala opinii, rad i komentarzy, które wtedy słyszałam - tego nikt nie wyda, daj sobie spokój, napisz coś dla bab, tylko nie horror, nie wydam książki, której nie rozumiem, może za granicami Polski, bo w Polsce to nie, trzy czwarte wyrzucić, z reszty skleić czytadełko, tak wydajemy polskiego mistrza fantasy, proszę się dostosować do rady redaktorki, bo inaczej nici ze współpracy, czy ze mną wszystko w porządku, co ja biorę, że takie posrane rzeczy piszę, żaden szanujący się wydawca tego nie wyda, wydamy - ale za pieniądze, prosimy wpłacić tyle-a-tyle na takie-a-takie konto, co to w ogóle jest, ale mam nasrane pod deklem, ten scenariusz nie trzyma ciągłości akcji, dziwne to jest i posiada błędy oraz bardzo dużo powtórzeń, nie zaryzykujemy, na rynku nie było odzewu, powieść nie spełnia oczekiwań, proszę pozmieniać, poprawić, ale nie gwarantujemy, i tak dalej i tak dalej. Prawdę mówiąc, miałam dosyć. Naprawdę. Rozpaliłam w kominku, otworzyłam drzwiczki, usiadłam, kolejno wrzucałam zmięte, zadrukowane kartki, patrzyłam jak zaczynają się palić, wrzucałam kolejne... Kiedy było już po wszystkim, usiadłam przed komputerem, odebrałam pocztę elektroniczną. I ze zdziwieniem stwierdziłam, że przyszedł mail, którego treść pamiętam do dzisiaj. Dzień dobry, zapoznaliśmy się z propozycją wydawniczą, chętnie wydamy, proszę o kontakt, pozdrawiam. Nie, nie musiałam tekstu przepisywać, czy odtwarzać z pamięci - pracowaliśmy na pliku, który dostał wydawca. Ale w pierwszej chwili nie uwierzyłam w tego maila, wystawiłam do laptopa środkowy palec, poszłam spać. Ale następnego dnia rano sprawdziłam - to nie był sen ani przywidzenie.
Nie wierzyłam.
Jednak Woland miał rację. Rękopisy nie płoną. Trafna metafora, bardzo trafna.


5. Skąd to "zamiłowanie" do krwi i ohydnych, że tak się wyrażę, tematów? Siedzi to w twojej głowie od początku czy napędziły to czytane przez Ciebie książki?
To zamiłowanie siedzi w mojej głowie od początku, jak również mam to zamiłowanie po przeczytanych książkach, po obejrzanych filmach. Taki koktajl, jak widać. Wielosmakowy. Parcie na pisanie poczułam po lekturze Kryształowego Gryfa Andre Norton. Jest to powieść z gatunku fantasy, ale napisana w specyficzny sposób. Jaki? Trzeba przeczytać, polecam. Pierwsze moje nieporadne i marnej jakości teksty były właśnie takie "fantasypodobne". Coś mi, jednak, cały czas nie pasowało, czegoś mi brakowało... Wtedy napisałam opowiadanie pt. Wizyta. Pierwotnie było krótkie, ot, idzie tajemnicza postać przez las i coś tam się w tym lesie dziać zaczyna odnośnie tej tajemniczej postaci. Postać, oczywiście, była ubrana w czarną, długa pelerynę, podpierała się długim sękatym kijem, świecił księżyc, z lasu dochodziły tajemnicze odgłosy, odgłosy, krzyki i śpiewy dochodziły również z karczmy, padał deszcz... Krew się polałam tajemniczy wędrowiec brutalnie rozprawił się ze zbirami, którzy go napadli, wędrowiec okazał się nie być człowiekiem...
Oczywiście, od przysłowiowego zawsze, zaczytywałam się w horrorze, potrafiłam wydać prawie całą pensję na książki, wracałam do domu z siatkami pełnymi dzieł mistrzów gatunku: Stephena Kinga, Grahama Mastertona, Daena Koonrza, Paula Wilsona, Jamesa Herberta, Clive'a Barkera. Siedziałam i czytałam. Pochłaniałam. I tak jak parcie na pisanie poczułam po książce z gatunku fantasy, taki kierunek tego pisania zobaczyłam po lekturze Lśnienie Stephena Kinga... Tak w skrócie wyglądało to moje nasiąkanie horrorem oraz ohydztwami. Dosłownie nasiąkanie. Jak gąbka.

6. Trudno się pisze o szeroko pojętej "rzezi" na stronach? Masz jakieś nawyki, kiedy piszesz? Słuchanie muzyki, picie kawy itp.?
Wiesz, trudno się pisze, generalnie, ponieważ postawiłam na wiarygodność, właśnie. Horror napisany przez kobietę jest niewiarygodny, pamiętasz? Oczywiście, nie staram się uwiarygodnić wszystkiego, bo taki zabieg nie ma sensu. Ale to stwierdzenie o niewiarygodności koleboce mi się w podświadomości. Nie twierdzę, że w przypadku potrzeby wiarygodnego opisania masakry jadę, na przykład, do rzeźni, albo czekam na jakiś katastrofalny w skutkach wypadek komunikacyjny. Tak, robię risercz merytoryczny, konsultuję się z ludzi, którzy mają wiedzę w temacie. Albo najpierw muszę ten temat określić. Rzeź, albo masakra jest tylko dodatkiem, mimo wszystko. Krwawa rozwałka sama w sobie mnie nie podnieca, nie interesuje. Jest, owszem, ciekawym tematem do wprawki warsztatowej, ale dla mnie najważniejsza jest opowieść, trzon książki. Chlustanie wiadrami krwi to tylko i mimo wszystko, dodatek. Pytałaś o nawyki. Piszę w ciszy. Albo po prostu wyłączam się z otaczającego mnie świata. Nie przesadzam z kawą, bo sobie można zrobić krzywdę, przecież. Wiele osób  podejrzewało mnie o używanie jakichś podkręcaczy rzeczywistości - narkotyków, dużej ilości alkoholu. Podczas pisania nie piję alkoholu, generalnie nie biorę żadnych narkotyków. Co ja ćpam? Kwestie które piszę wypycha, z mojej, tak zwanej, samowystarczalnej wyobraźni, naprawdę.
Piszę kiedy mam coś do napisania oraz na pisanie czas. Nie mam żadnych określonych godzin, czy pór dnia, wyznaczonych na pisanie, nie mam żadnych typowo moich rytuałów, czy sposobów, nie otaczam się żadnymi symbolami, czy totemami, nie śpię z piłą łańcuchową pod ręką, albo siekierą pod poduszką. Ktoś się mnie o takie coś pytał. Okej, mam plastikową piłę łańcuchową, taki model zabawkowy, w samochodzie, jeździ na tylnej półce. Na klapie bagażnika nakleiłam symbol "zombie hunter" i bawię się świetnie, widząc reakcje ludzi, owszem, kiedyś w bagażniku samochody woziłam kilka siekier, które zostały tam, ponieważ nie rozpakowałam rekwizytów po sesji zdjęciowej. Ale takie moje zachowanie bezpośrednio nie dotyczy pisania. Czyli - nie, nie mam żadnych typowo pisarskich nawyków. Ani, wbrew pozorom, nie mam  żadnych pisarskich... dziwactw. No, może jedno. Że ja, tak po prawdzie, tej rzezi w tekście nie widzę. Ot, lekka zmiana kolorystyki, może trochę zmiana nastroju...


7. Jak myślisz, co sądzą o Tobie przyjaciele, znajomi, rodzina, kiedy czytają lub widzą okładki Twoich książek?
Większość moich bliskich, rodzina, przyjaciele, znajomi, generalnie horrorów, po prostu, nie lubią, a ja nie mam zamiaru nikogo zmuszać do przeczytania moich tekstów, czy też nie czekam ze niecierpliwieniem na opinię o okładkach.

8. W Alvethorze zostało wspomniane, że bohaterowie mają swoje odpowiedniki w prawdziwym świecie, Jak ich znalazłaś/przekonałaś i skąd w ogóle pomysł? Jak zareagowali na twoją propozycję?
Wpadłam na pomysł uwiarygodnienia akcji, przez umieszczenie w powieści realnych ludzi. Najbliżej byli moi znajomi. Spytałam, zgodzili się. Co jakiś czas tylko przypominałam im, że piszę horror, bałam się, że zmienią zdanie. Ale nie zmienili. I bardzo im za to dziękuję.

9. Po lekturze, jaką są dwa tomy Twojej krwawej historii mogę stwierdzić, że to przemyślanie, dopracowane i "dojrzałe" dzieła. Czy przez te piętnaście lat, w których pęczniał pomysł, jakoś to zapisywałaś czy zostawiłaś w czeluści umysłu?
 A, dziękuję. Nie, nie robiłam notatek. Zostawiłam pomysł w czeliści umysłu. Jak się okazało, ta czeluść jest niewyobrażalnie pojemna...


10. Jak się czujesz czytając recenzje? Te pozytywne, jak i te negatywne?
Czuję się wtedy dobrze, bo widzę, że książki są czytane, że wywołują emocje i że mój wysiłek nie poszedł na marne...

11. Po Białym Miejscu, a właściwie zakończeniu widać, że należało spodziewać się kontynuacji. Czy takie założenie było od samego początku? Stworzyć kilka tomów?
Nie. Alvethor miał być jednotomowy. Jeden tom, żadnych serii. Tak sobie przysięgałam. Ale podczas pisania Białego Miejsca coś się zmieniło...

12. Czy prócz kolejnych Alvethorów planujesz coś napisać?
tak. Już nawet zaczęłam pisać, równolegle z pisaniem III tomu Alvethor. 
Bardzo dziękuję autorce za szczere i opasłe odpowiedzi. To, w jaki sposób pomogła mi w rozwinięciu bloga i poćwiartowania mojego umysłu poprzez treść w jej książkach, zasługuję na nagrodę i słowa uznania. Złota piła łańcuchowa dla Kałużyńskiej!

2 komentarze:

  1. Wow! Dobry post :D Chyba będę zaglądać tu częściej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest Twój wywiad ? ;)
    Fajnie tyle tu książek, zostaje na dłużej ;)
    Zapraszam do siebie :
    https://kobiecomania.blogspot.com/2017/07/grzeczna-biaa-bluzeczka-oraz-krotka.html

    OdpowiedzUsuń