piątek, 22 września 2017

Popiołki → Surrealistyczny romans na ekranie?

Tytuł: Popiołki
Reżyseria: Paul Morrison
Premiera: 7 października 2008
Gatunek: Biografia/Dramat
Główna obsada:
-Salvador Dali: Robert Pattison
-Federico Garcia Lorca: Javier Beltran
-Luis Banuel: Matthew McNulty
-Magdalena: Marina Gatell




"Możesz nas malować na setkach obrazów i przez dziesiątki lat... A my nadal będziemy prochem." 





     Młody artysta Salvador Dali przyjeżdża na madrycki uniwersytet malarski. Cechując się ogromną nieśmiałością zwraca na siebie uwagę poety Federica i przyszłego reżysera Luisa. Stają się wielkim trio i inspirują się wzajemnie. Jednak z czasem Luis zauważa, że dwóch artystów łączy coś więcej niż tylko przyjaźń i paranie się sztuką. Ich wielkie uczucie rozbija początek wojny domowej w Hiszpanii, która ściele za sobą garście trupów... 

Źródło
     Pana ze szpiczastym wąsem chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Jest to wielki surrealista, dziwak i zapatrzony w swoją sztukę Salvador Dali. Film Popiołki w głównej mierze skupia się na kwitnącej miłości Daliego z hiszpańskim poetą i dramaturgiem Federiciem. Ci homoseksualiści, jak każdy zdążył zauważyć, borykają się z wielką homofobią od strony ludzi, więc ze wszystkich sił pragną ukryć łączące ich uczucie. Z samego początku widzimy jak obaj starają się odwlec od siebie te "nieczyste" myśli, ale z czasem nie mogą się powstrzymać. Mimo, że żyli jeszcze przed wojną, to pokazali, że każdy człowiek ma prawo do wolności swoich wyborów, chociaż wielokrotnie mogą spotkać go srogie skutki.

     Film ukazuje życie dwóch artystów, no może trzech, ale nie zauważyłam w tym filmie ważnej bytności Luisa, którzy inspirowali się wzajemnie. Jako wielka fanka sztuki, sięgając po Popiołki oczekiwałam właśnie tego i się nie zawiodłam. Cóż może być piękniejszego od miłości znanego na całym świecie malarza i poety? W filmie znajdziemy wiele cytatów i tekstów autorstwa Federica, który recytuje je przy ważnych okazjach. Sam Dali nie zostaje w tyle i widzimy jak tworzy swoje dzieła. Tytuł filmu pochodzi od obrazu (Popiołki [Little Ashes (Cenicitas)] ), który stworzył i dowiadujemy się z jakiego powodu został tak nazwany. Jeżeli szukacie filmu, który będzie ociekał sztuką, Popiołki są właśnie dla was.

     Prócz mężczyzn znajdziemy też wielką przyjaciółkę wszystkich trzech panów, jaką jest Magdalena. Kusząca bohaterów postać, która spowodowała także coś, co można by było nazwać kłótnią między Dalim a Federiciem, zanim ten pierwszy postanowił udać się do Paryża i stał się cenionym artystą. Po tym wydarzeniu został także ogromnie pysznym i samolubnym człowiekiem - wiele osób sądzi, że to za sprawą jego żony Galii. To wszystko również znajdziecie w filmie, nic was nie ominie.

     Jednym z aktorów jest dobrze znany Robert Pattison, który odgrywa rolę Daliego. Wygląda na bardzo uroczego i młodego artystę, który na samym początku jest ogromnie zestresowany. Pod koniec filmu, kiedy zyskuje charakterystycznego wąsa Salvadora, jeszcze bardziej go przypomina - tym bardziej w chwilach, gdzie pokazuje charakterystyczną mimikę Daliego. Również zachowywał się irracjonalnie i dziwacznie, więc tym bardziej sprzyja to realistycznemu oddaniu bohatera. Jeżeli chodzi o resztę aktorów, wszyscy wydawali mi się tacy sami, może dlatego nie mogłam odnaleźć w tłumie Luisa, trzeciego przyjaciela głównych bohaterów.

Źródło
     Nie musicie bać się erotyzmu w tym filmie, gdyż jest to bardzo znikome. Pod pojęciem "erotyzm" w Popiołkach występują jedynie gesty, ewentualnie drobne pocałunki, chociaż w najmniej spodziewanym momencie zobaczycie coś więcej. To wszystko pokazuje część wielkiego uczucia łączącego dwójkę artystów. Musicie wiedzieć, że w internecie znajdziecie mnóstwo fotografii tych kochanków, tak samo jak listy, którymi się wymieniali. Warto zobaczyć jak kwitła zakazana miłość w czasach przedwojennych.

     Zakończenie filmu jest co najmniej szokujące i nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Oczywiście nie zagłębiałam się w dokładną biografię artystów, ale to było zbyt dużo. Koniecznie obejrzyjcie Popiołki i zobaczcie, że wojna potrafi zniszczyć wszystko, ale pozostawić po sobie wspomnienia. Miłość. Sztuka. Zdrada.

poniedziałek, 18 września 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "Najlepszy powód, by żyć"

Tytuł: Najlepszy powód, by żyć
Autor: Augusta Docher
Liczba stron: 361
Data wydania: 27 września 2017


"Póki kogoś kochasz, twoje serce nie potrafi skapitulować."

Uczucie, którym darzymy drugą osobę, potrafi mieć moc sprawczą i postawić człowieka na nogi. Póki kochamy, mamy swój jeden, najważniejszy powód do życia. Serce walczy z najciemniejszymi myślami i nie chce się poddać. Uczucie podtrzymuje naszą egzystencję, a wraz ze wzrostem tej siły, stajemy się coraz pewniejsi, kiedy nad głową pojawiają się coraz to nowe niteczki nadziei.


     Ponad pięćdziesiąt procent ciała szesnastoletniej Dominiki zostaje poparzone żywym ogniem. Znalazła się w złym miejscu i w złej chwili, a po całym wydarzeniu jej życie doszczętnie się zmienia. Poddała się, a zamiast niej samej, walczą za nią lekarze. Dla niej życie jest nieważne, ma wiele powodów, aby z tym skończyć i chce to zrobić za wszelką cenę. Póki do sali nie wchodzi młody lekarz z aspiracjami, ciało Dominiki chce się poddać. Tomek próbuje uleczyć ciało nastolatki, a jego brat szarą psychikę, która nie daje sobie rady z samą sobą. Czy ta rodzinna pomoc pomoże Dominice podtrzymać swoje życie?

Źródło
     Dominika przeżyła wiele słabych chwil. Jej ojciec, chcąc nie chcąc, przyczynił się do ogromnego cierpienia i skutków widocznych przez lata. Mimo to, nadal był jedynym powodem do życia. Kiedy promyk nadziei dziewczyny przygasał na szpitalnym łóżku, nie mogła mieć przy sobie najbliższej osoby. Wtedy pojawił się Tomek, młody lekarz pisząc książkę o bólu u pacjentów. Nie tylko pomógł Dominice stanąć fizycznie na nogach i skrócić jej cierpienie, ale również wprowadził do kruchego serca swojego brata Marcela. Obaj próbowali przekazać jak najwięcej ciepła dziewczynie. Rozmawiali z nią, kiedy tego potrzebowała, opiekowali się i pomagali w najgorszych chwilach. Nie było to przesadzone, ale bardzo naturalnie. 

     Ta książka to istna podróż przez najgłębsze części ludzkiego umysłu. Autorka pokazuje czarno na białym, że  pewne wydarzenia, które nas dopadną, potrafią zamknąć człowieka w krainie wiecznej depresji, gdzie nie sposób uwierzyć w swoje umiejętności. W duszy Dominiki pojawiła się dziura, a ludzie ją otaczający próbowali zasklepić tę pustkę i pomóc dziewczynie w odzyskaniu wiary w siebie. Najlepszy powód, by żyć, to trudna historia napisana trudnym językiem. Aby dogłębnie ją zrozumieć i zyskać życiowe nauki, wystarczy czytać ze zrozumieniem, a wnioski nasuną się same. 

     Bohaterowie wykreowani przez Auguste vel Beatę Majewską mogliby być żywymi ludźmi. Nie są przerysowani, wręcz bardzo naturalni. Mają swoje wady i zalety, poddają się chwili i popełniają błędy. Dominika to krucha nastolatka z historią, którą widać nawet po jej ciele. Marcel momentami mnie denerwował, gdyż zachowywał się obscenicznie i niedorośle, widać to też było po sposobie wysławiania się i wyrazach, które używał. Jednak to daje mu dużo autentyczności, nie jest typowym idealnym facetem. Postać, jaką jest Marcel, uczy mimo wszystko, że nie liczy się to co powierzchowne - nasz wygląd, cera, budowa ciała, a to, co nosimy w środku i nie każdy ma do tego dostęp. Wystarczy nuta zaufania, aby ktoś otworzył się przed nami i pokazał jak bardzo jest pozytywnym człowiekiem i jaką historię ze sobą nosi... 

Źródło
     Nie spodziewałam się aż takiej fabuły po tej książce. Niby jest młodzieżowa, ale pokazuje trochę inny tok myślenia. Z samego początku myślałam, że będzie to polski klon Gwiazd naszych wina - pomyślałam o niej, kiedy zobaczyłam łudząco identyczne okładki i fakt, że Dominika (spoiler) prawie straciła nogę jak jeden z głównych bohaterów GNW. Podobne są tylko pod tym względem, że czegoś uczą i pozostawiają to "coś", kiedy się je przeczyta. Najlepszy powód, by żyć, to niezaprzeczalnie pozycja, przez którą GNW może czuć się zagrożone - a w dodatku polskiej autorki!

     Ta lektura zapadnie Wam w pamięć, jestem tego pewna. Samo zakończenie zwala z nóg. I nie mam tutaj na myśli cudownego love story, który kończy się... sama nie wiem czym, ale zaskoczenie czytelnika! Mamy krótkie zdanie na końcu strony, przewijamy a tutaj... biała kartka. Szok? Niedowierzanie? Dokładnie tak! Mam nadzieję, że takie zakończenie zwiastuje chociaż odrobinę kontynuację, chyba, że autorka zostawia nam otwarte zakończenie. Warto przeczytać? Warto. Zobaczcie historię dwójki młodych ludzi, którzy potrafią sobie wybaczyć i nie żyć powierzchownymi realiami.

Za możliwość przeczytania poruszającej historii, dziękuję: Wydawnictwo Znak 

czwartek, 14 września 2017

"Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno"

Tytuł: Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno
Autor: Kirsty Moseley
Liczba stron: 351
Data wydania: 16 marca 2016



"Pewnego wieczoru, kiedy miałem dziesięć lat, zobaczyłem, że Amber płacze. Zakradłem się do niej, żeby ją uspokoić i skończyło się na tym, że obok siebie zasnęliśmy. Powtórzyło się to następnej nocy i kolejnej. Ona płakała a ja przychodziłem do niej przez okno. W końcu przerodziło się to w rutynę [...]."





     Amber od zawsze bała się kontaktu fizycznego, a to wszystko przez jej ojca, który od najmłodszych lat chciał wykorzystać ją seksualnie oraz wyżywał się fizycznie na jej najbliższych. Płakała każdej nocy, kiedy po kolacji wchodziła do pokoju, aby przypadkowo nie rozwścieczyć ojca. Mama, Jake i ona zakładali maski, które towarzyszyły im przy każdej chwili spędzonej z osobą, którą trudno było nazwać przykładnym, kochającym tatą. Każdej nocy nie mogła zasnąć, obarczona problemami z psychiką. Jednak pewnej nocy, kiedy miała osiem lat, przez okno wszedł najlepszy przyjaciel jej brata - Liam. Od tego czasu zasypali razem każdego wieczora, nie mogąc bez siebie żyć. 

Źródło
     Akcja, a raczej historia głównych bohaterów jest dość trudna. Stoi przed nami Amber, latami nękana przez ojca, który ja wykorzystywał oraz chłopaka, opiekującego się nią od dziesiątego roku życia. Liam, czyli cel każdej dziewczyny w liceum, był najprzystojniejszym facetem w szkole, który za dnia zachowywał się jak dupek, a nocą, przytulony do Amber, okazywał się cudownym romantykiem umiejącym poradzić sobie w każdej sytuacji. Pomysł na ich historię jest dość specyficzny i trochę mija się z realnością, ponieważ przez prawie dziesięć lat Liam spał w łóżku z siostrą swojego przyjaciela. I nikt ich nie nakrył? Ciekawy zabieg. Mimo, że w książce ukazane były wszystkie środki ostrożności, jakie włączyli w życie nielegalni "kochankowie", i tak wydaje się to bardzo dziwne.

     Z początku byłam wściekła na autorkę, że pokazała całe zajście pierwszego wejścia przez okno i wybranka, który nim był na samym początku powieści, jednak zagłębiając się coraz bardziej w lekturę, odkryłam sens tego wszystkiego. Książka opiera się głównie na wydarzeniach z życia Liama i Amber, które ich do siebie zbliżają. Fakt, że dziewczyna jest bardzo przestraszona i boi się każdego dotyku, a tym bardziej kontaktu seksualnego z płcią przeciwną, przypomina mi historię z Hopeless. Jeżeli miałabym ocenić, która bardziej do mnie przemawia, to właśnie byłaby Hoover, chociaż mają ze sobą wieele wspólnego - jak większość pozycji tego gatunku. 

     Spotkałam się z wieloma opiniami, że Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno był baardzo przesłodzony. Może i faktycznie Liam z Amber mocno się o siebie troszczyli, wyznawali miłość, robili kroki do wspólne przyszłości, ale miało to swój urok. Czytając książki młodzieżowe, skierowane raczej do przedziału wiekowego 14/17, nie ominie nas dawka słodyczy, a czasem wręcz cukrzycy. Jeżeli chodzi o moje zdanie, nic ponad maksymalną granicę nie było, chociaż mogłabym rzec, że momentami zbyt bardzo traktowano Amber jak jajko, które w każdej chwili może się zbić. 

Źródło
     Fabuła nie obracała się tylko wokół ochów i achów ze strony Amber i Liama. Musieli oni ukrywać swoją miłość przed rodziną, a tym bardziej bratem Amber, który nie chciał dopuścić przyjaciela do swojej siostry i nie widział sensu w związkach z młodszymi osobami. Znajdziemy w niej także chwile przerażenia, kiedy bohaterka przypomina sobie chwile z ojcem, a także momenty do popłakania, tym bardziej w ostatnich stu stronach, które pochłonęłam w dość krótkim czasie. Akcja nie zwalnia, osładzana jest miłością, ale także i zawraca. A zakończenie? Może nie jest aż tak bardzo przewidywalne, ale nie będziecie czuli niedosytu. Czy idealna miłość istnieje?

     Nie jestem zbytnią fanką tego typu książek, ale czasami, kiedy dręczy mnie niedosyt po lekturach lub mam kaca książkowego, lubię poczytać coś lekkiego, gdzie oderwę się od rzeczywistości i będę chciała chociaż przez chwilę postawić się w sytuacji dziewczyny, której losy przedstawione są w czytanej lekturze. Dla mnie jak najbardziej na tak, jednak osoby, które mają niski próg słodkości w książkach na pewno się zawiodą i stwierdzą, że dostają cukrzycy i nie dokończą tego, co zaczęli.

Wydawnictwo: Harper Collins

wtorek, 5 września 2017

"Wśród oszustów" | Dzieci cienie 2.

Tytuł: Wśród oszustów
Seria: Dzieci cienie
Autor: Margaret Peterson Haddix
Liczba stron: 206
Data wydania: 6 października 2011


"Nadzieja jeszcze nikomu nic nie dała. Liczą się czyny."


Nadzieja matką głupich - tak powtarzają ludzie, chociaż sami wolą bezczynnie siedzieć na kanapie przy kominku z założonymi rękoma. Niejednokrotnie to uczucie dawało nam skrzydła, budziło zapał do pracy i spełniania celu. Jednak jeśli będziemy tylko żyć nadzieją, na pewno nic nam to nie da. Liczą się czyny, a nadzieja jest tylko siłą napędową.



     (Jeżeli nie czytaliście pierwszej części, ta opinia będzie spoilerem.) Po brutalnych wydarzeniach w życiu państwa, Jen odeszła pozostawiając po sobie samozaparcie i chęć do walki w innych dzieciach cieniach. Aby uniknąć spotkania z Policją Populacyjną, Luke opuszcza ukochaną rodzinę i zaczyna chodzić do szkoły dla dzieci notabli - bogatych urzędników. Spotyka się tam z ogromną brutalnością ze strony innych uczniów, aż w końcu znajduje to, co budziło w nim spokój - drzwi do lasu, gdzie pragnął założyć ogród. Czy obecność w tej dziwnej szkole skończy się z pozytywnym wynikiem?

Źródło
     Druga część tej historii była totalnym zaskoczeniem i strzałem w dziesiątkę. Luke, trzecie dziecko swoich rodziców, został wysłany do szkoły wraz z fałszywymi dokumentami. Nękano go, kazano robić dziwne rzeczy, a wnętrze jego psychiki doskonale ukazane było na kartkach tej lektury. Autorka znów pokazała, że chłopiec jest bardzo inteligentną, młodą osobą, która potrafi poradzić sobie w życiu. Ta strona oczywiście wzmocniła się u niego dzięki Jen, o czym sam wspominał. Tęsknota również występuję w tej części, ze względu na śmierć jedynej przyjaciółki Luke'a. Sama byłam tym dość mocno wstrząśnięta, ale dał sobie radę.

     Przyroda  odgrywała bardzo ważną rolę w życiu drugiego tomu. Luke, zestresowany świeżak bez znajomych, odstresowywał się w lesie, gdzie założył swój ogród. Pielęgnował go i nielegalnie opuszczał budynek szkoły, który skrywał wiele tajemnic i był bardzo nietuzinkowy. Jednak chłopiec dał sobie radę z nowym otoczeniem i rozwiązał mnóstwo nieznanych informacji na temat rygorystycznej uczelni. Sama uwielbiam naturę, a ukazanie jej w formie ukojenia dla umysłu i wspomnieć jak najbardziej trafnie przedstawił sytuację.

     Jeżeli spodziewaliście się spadku formy ze strony autorki, to na pewno tego nie dostaniecie. Jest równie dobrze jak było we wcześniejszej części. Mnóstwo akcji i jej zwrotów, dynamika, a także motywy lekko sadystyczne lub melancholijne. Staniemy twarzą w twarz z Policją Populacyjną, która złoży niezapowiedzianą wizytę. Znajdziemy szpiega, chcącego wydać cienie, ale pamiętajcie, karma zawsze wraca. Jest to też możliwość poznania innych nielegalnych dzieci, które wymieniają się informacjami ze swojego wcześniejszego, prostolinijnego życia w ukryciu.

Źródło
     Ta książka to bardzo zwięzła i ciekawa historia Luke'a, nielegalnego dziecka. Pokazuje jego poczynania od samego początku po koniec, kiedy wybrał cel swojego życia. Autorka wkłada wiele serca w pokazanie egzystencji cieni, które są takie jak wszystkie, tylko rząd zabronił im żyć w obawie przed głodem, który i tak by nie nastąpił. Ale tego nikt nie chce głośno przyznać...

     Nie mogę doczekać się kolejnej książki z serii Dzieci cienie. Niestety w Polsce ta seria nie jest dokończona, co ogromnie mnie smuci, gdyż ma potencjał i opowiada niebanalną historię, pokazując jeden z wielu skutków rozwoju świata. Jeżeli pragniecie sensownej, niebanalnej książki, jak najbardziej sięgnijcie po Dzieci cienie i okażcie im trochę swojego serca.
Wydawnictwo: Jaguar
| Wśród ukrytych |

środa, 30 sierpnia 2017

Piekielny sierpnień


To co dobre, szybko się kończy. Te dwa miesiące minęły mi bardzo aktywnie, ale również książkowo. Na półce pojawiło się mnóstwo nowych pozycji, co będziecie mogli zauważyć pod koniec posta. Zmiany w życiu przyszły do mnie bardzo spontanicznie, ale nie zawsze są to złe wybory - i oby tak było. Ale bez zbędnego przedłużania, jak minął mi sierpień?

Przeczytane:
-13 powodów - 272 strony
-Zaklinacz ognia - 476 stron
-Czarna samica kruka - 273 strony
-Wśród ukrytych. Wśród oszustów - 391 stron 

RAZEM: 1352 strony

Król Piekieł:
Po zaskakujących książkach, które przeczytałam w sierpniu, każda była na swój sposób nietuzinkowa i zwracała uwagę na różne aspekty życia. Jednak miano Króla Piekieł należy się pozycji, która pokazała niebanalną przyszłość mocarstwa, mającego ogromne problemy z wyżywieniem i populacją. Mowa tutaj o pierwszym tomie serii Dzieci Cienie - Wśród ukrytych. Wśród oszustów. Jak pisałam w recenzji, ta książka ogromnie mnie zdziwiła, a pomysł autorki stał się jednym z moich ulubionych. Jest to tom warty uwagi, ze względu na niszczycielską przypadłość państwa za kilka/kilkanaście lat.

Nowe pozycje na półce:
Chyba wystarczy zdjęcie, aby opisać ten szał...

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

"Wśród ukrytych" | Dzieci cienie 1.

Tytuł: Wśród ukrytych
Autor: Margaret Peterson Haddix
Liczba stron: 186
Data wydania: 6 października 2011

"Nasz rząd jest totalitarny, a totalitarne rządy nie lubią prawdy."

Żyjąc w państwie totalitarnym nikt nie wie co to jest prywatność i własne zdanie. Wszyscy podporządkowują się rygorowi i bezsensownym zasadom, bez których właściwie dałoby się żyć. Mimo kodeksu, ludzie i tak mają swoje zdanie, sprzeciwiając się władzom. Jednak nikt nie powie tego głośno. Prawda zawsze boli, a tym bardziej dla tak mocnego i utwierdzonego wymiaru sprawiedliwości. 

     Przyszłość społeczeństwa leży w rękach rządu, który wydając ustawę o maksymalnej liczbie dzieci, stara się uniknąć głodu w państwie. Każde z małżeństw może mieć dwójkę pociech, a każde następne zostaje poddane karze śmierci. Jednak istnieją ludzie, którzy ukrywają swoje "nielegalne" dzieci, borykając się ze stresem, że o każdej porze może nawiedzić ich Policja Populacyjna - i zabić wszystkich... Luke jest jednym z cieni, które żyją pod przykryciem. Na co dzień wychodził z domu, póki nie został wykarczowany las wokół posesji jego rodziny. Zamiast drzew pojawiły się mieszkania bogatych rodzin, a co za tym idzie, życie Luke'a stało się zagrożone i ciężkie. 

Źródło

     Autorka wymyśliła cudowny pomysł ukazania wizji społeczeństwa za kilka/kilkanaście lat. Już teraz niektóre państwa borykają się z nadmierną populacją i/lub brakiem żywności. Ludzie głodują i umierają, a ich bliscy nie mogą z tym nic zrobić. Tak właśnie jest w świecie Luke'a, nielegalnego, trzeciego dziecka. Rząd bojąc się o przyszłość państwa, zakazał większej liczby potomstwa, a także rozdawania tak zwanego śmieciowego jedzenia, które i tak dociera tylko do bogatych rodzin. Duży plus za to, że cała opisana sytuacja jest bardzo prawdopodobna.

     Za granicą ta seria ma siedem tomów, w Polsce Dzieci cienie ukazały się w dwóch książkach, każda zawiera w sobie po dwa tomy (ja się pytam co z resztą...) Dlatego postanowiłam napisać dwie recenzje jednej lektury, dzieląc ją tak, jak to jest poza granicami naszego kraju. Te dwie części opowiadają o tym samym chłopcu, jednak zmieniając jego sytuację. Raz jest wśród ukrytych, a raz wśród oszustów. Dziś skupimy się wokół tej pierwszej sytuacji. 

     Fabuła jest bardzo dobrze rozpracowana, znajdziecie ważne szczegóły i opisy, które wciągną was w wir nielegalnych dzieci. Luke z rozkazu rodzicó nie może przebywać w pobliżu okien, a najlepiej, aby cały czas siedział na strychu - swoim prowizorycznym pokoju - a posiłki jadł na schodach, daleko od rodziny siedzącej przy stole. Opisane wydarzenia skrywały w sobie brutalną prawdę o społeczeństwie i tym, jak bardzo takie pociechy nie mają życia. Luke bardzo przeżywał każdy zakaz, ale pewnego dnia, wyglądając przez szyb wentylacyjny, zauważył tajemniczy cień w oknach bogatych sąsiadów, chociaż, jak liczył, nikogo na osiedlu nie było... Tak właśnie poznał Jen, nielegalną córkę bogatych sąsiadów, z którą, pomimo zakazu, spotykał się pod nieobecność domowników. 

     Bohaterowie są bardzo różni, ale strasznie ich polubiłam. Luke to typowy chłopak z biednej rodziny, a dodatkowo cień, którego rodzice pragną jak najbardziej ukrywać. Jen, pomimo tego, że też jest cieniem, funkcjonuje zupełnie inaczej. Jej ojciec pracuje w dużej korporacji, matka również ma doskonale płatną pracę. Korzysta z komputera, rozmawia z innymi dziećmi i pomaga im zrozumieć sytuację w jakiej się znajduje. Zaskakujące, jak bardzo pieniądze potrafią podzielić społeczeństwo, ale z drugiej strony, jak bardzo ktoś, praujący w Policji Populacyjnej potrafi łamać prawo. Autorka włożyła dużo wysiłku w stworzenie tak cudownych postaci, a zakończenie, z którym spotyka się czytelnik, doprowadza do wielkiego szoku... Dowiadujemy się w jaki sposób Luke dostał się do uszustów. 

Źródło

     Pomimo narracji trzecioosobowej i tak widzimy wszystko oczami Luke'a, który z dnia na dzień coraz bardziej się rozwija. Jen wpływa na niego pozytywnie, przez to pokazując mu to, co dzieje się poza murami jego domu. Opowiada jak wyruszała z matką do miasta, udając jej siostrzenicę z podrobionymi dowodami tożsamości i pokazuje chat z innymi nielegalnymi dziećmi. Otwiera mu okno na świat. Ale czy wpłynie to na niego pozytywnie?

     Ta książka doskonale pokazuje jak społeczeństwo może wyglądać za kilka lat i jak mocno polityka potrafi skrzywdzić niewinnych ludzi. Jest to pozycja jak najbardziej godna uwagi tym bardziej, że od razu możemy przenieść się do drugiego tomu tej historii. Zobaczcie co stanie się ze światem, jeżeli nadal będziemy tak bezduszni i nieracjonalni. 

Wydawnictwo: Jaguar

czwartek, 24 sierpnia 2017

"Czarna samica kruka"

Tytuł: Czarna samica kruka
Autor: Dariusz Pawłowski
Liczba stron: 273
Data wydania: 20 stycznia 2015

"Każdy człowiek musi kiedyś umrzeć, śmierć jest nieodłączną częścią życia każdej istoty na Ziemi."


Wszyscy boją się końca swojego istnienia. Każdy wyobraża sobie to inaczej, za pomocą wiary próbuje zrozumieć to na narzucony sposób i przygotować się na to, co niezbadane. Nie ominie nas to, co przez wieki zostało niezrozumiane, nieodkryte i tak bardzo niebezpieczne. Nikt nie powie nam jak jest po drugiej stronie, póki sami tego nie sprawdzimy. O ile w ogóle istnieje ta druga strona...


     Chmara ptaków przeleciała tego dnia nad domami niczego nieświadomych ludzi, jeszcze niezbyt gotowych na śmierć. Pech chciał, że wśród nich była Ona... czarna samica kruka - mroczna istota niosąca za sobą szereg niepowodzeń i niebezpieczeństw. Usiadła na starym, uschniętym dębie, który już dawno stracił ostatnie soki nadziei i swoimi czarnymi, świdrującymi oczami zaczęła rozglądać się za potencjalną ofiarą. Komu tym razem zostawi swoje pióro, otwierające puszkę Pandory? Komu tym razem zgasi świeczkę życia powiewem szerokich skrzydeł?

Źródło

     Na miasto spada fala tajemniczych morderstw, które owiane są sadystyczną otoczką. Wszystkie zabójstwa mają ze sobą coś wspólnego, jednak policja nie umie ustalić motywów, a co najgorsze, sprawcy zdarzeń. Kolejne ofiary nie ułatwiają całej sytuacji, a komenda ma pełne ręce roboty. Wiadomo, że morderca jest potężnym mężczyzną i nie zawacha się użyć swojej siły przeciwko ludzkiemu życiu. Ale jest też jeszcze jeden aspekt, który krąży nad ludźmi - czarna samica kruka, gotowa zebrać swoje żniwo.

     O książce dowiedziałam się od samego autora, który doskonale ją reklamował. Byłam jej ciekawa od samego początku, gdyż, cytując opis na okładce, jest to niebezpiecznie wciągająca mieszanka thrillera psychologicznego i powieści grozy. A wiecie co jest w środku? Dokładnie to, ale ze wzmożoną siłą. Nie jest to typowy thriller psychologiczny, gdyż łączy ze sobą kilka gatonków. Mamy powieść grozy, wręcz psychopatyczno-sadystyczną i wątek kryminalny, gdzie policja próbuje znaleźć sprawcę/sprawców masakrycznych zdarzeń, który zostawia po sobie okaleczone ciała. Lektura jest baardzo oryginalna i nie spodziewałam się po niej aż tyle. Autor pokazuje, że jest wszechstronnie uzdolniony.

     Z samego początku czytelnik powoli się wciąga, niczego nieświadomy, że autor wyskoczy z ogromnym zaskoczeniem i zwrotem akcji. Niby zwykły poranek, ptaszek na drzewie, a potem puf! Akcja pędzi jak oszalała. Książka wciąga, zaskakuje, intryguje, czasem brzydzi i zastanawia. Jestem pewna, że to lektura dla bardziej wytrwałych czytelników, którzy nie boją się "ochudnych" i dosłownych opisów tego, co dzieje się z bohaterami. Czasem nawet ja miałam problem z tym, aby przewrócić następną kartkę, na której znajdował się ciąg dalszy opisu. Dlatego też jest cholernie dobra.

     Motyw psychologiczny rozwija się tutaj sprawnie i w odpowiednim tempie. Nie zbyt szybko i nie za wolno. Skupiamy się na postaci zabójcy, bo tak, czasami narracja pozwala nam na rzucenie okiem w okolicję jego działań. Pawłowski pokazuje, że jest to niebanalny, inteligentny człowiek, który ma swój motyw i za tym podąża. Morderca ma dziwne upodobania, więc nie zdziwcie się, kiedy przeczytacie o jego przeszłości i odbiciu tych wydarzeń na teraźniejszość. Jest to bardzo interesujący aspekty, a tym bardziej, że od początku wiemy kto stoi za trupami ścielącymi się w mchu pod czarną samicą kruka, która jest cały czas obecna.

Źródło

     
Fabuła połączona z kilku gatunków gładko się przenika, a samą pozycję bardzo szybko się czyta. Klimatyczne jest zagłębianie się w nią podczas nocnej burzy, aczkolwiek nie polecam tego pomysłu czytelnikom o słabych nerwach. Niejednokrotnie autor zaskoczy was w najmniej spodziewanym momencie, więc nie śpijcie, a uważajcie na akcję, która kroczy w zawrotnym tempie.

     Czarna samica kruka to mroczna, bardzo klimatyczna lektura od diabelnie zdolnego autora, który włożył w nią całe swoje serce - chociaż sądząc po wydarzeniach, nie tylko swoje w niej zostawił. Jak najbardziej warto się z nią zapoznać. Jeżeli jednak nie lubicie drastycznych historii i opisów sadystycznych mordów, wtedy wam ją odradzam, chociaż zawsze możecie podjąć to ryzyko, bo na prawdę warto. 


Za poznanie tej klimatycznej historii dziękuję: Wydawnictwo Oficynka

sobota, 19 sierpnia 2017

Książkowy Cyrograf #10

Tak jak obiecywałam, do recenzji Zaklinacza ognia dołączam cytaty. Taka forma postów ostatnio wymarła, ale z powodu natłoku recenzji nie miałam gdzie ich wepchnąć. Wyrwane z tekstu stwierdzenia mają dużo więcej sensu niż cała pozycja.

"Ludzie dopisują złe zakończenie, zanim ono nastąpi."
Zaklinacz ognia Cinda WIlliams Chima 


"Zamartwianie się tym, co złe, może zniszczyć to, co dobre."
Ibidem


"Najgorsza rzecz na świecie to ryzykować swoim życiem dla kogoś, kogo się kocha. Jednocześnie jest to najlepsza rzecz na świecie... i warta tego ryzyka."
Ibidem


"Zawsze, kiedy zdaje się, że już nie może być gorzej, okazuje się, że jednak może."
Ibidem 


"Gdy się kogoś kocha, ściąga się na siebie uwagę mściwych bogów."
Ibidem 


"Zemsta nigdy nie daje takiej satysfakcji, jakiej się spodziewamy."
Ibidem


poniedziałek, 14 sierpnia 2017

[PRZEDPREMIEROWO] "Zaklinacz ognia"

Tytuł: Zaklinacz ognia
Seria: Starcie królestw (I)
Autor: Cinda Williams Chima
Liczba stron: 476
Data wydania: 17 sierpnia 2017 

"Miłość jest tylko pułapką, która łamie ludzkie serca."

Chcąc nie chcąc, zostaliśmy złapani w brutalne sieci życia. Każdemu z nas zdarzyło się chodź raz złamać komuś serce. Czy to specjalnie, czy przeciwnie. Doskonale sprawdzamy się w sprawach kamuflażu pułapek zostawionych przez nas samych...


     Adrian, nazywany również Ashem, to piekielnie zdolny syn Wielkiego Maga. Po śmierci ojca, wyrusza w podróż, aby stawić czoło złu, które zabiło najbliższych. Jego młody wiek niszczy bariery możliwości i staje się jednym z najbardziej szanowanych uzdrowicieli na dworze króla - zaczynając od pracy w stajni. Na drodze staje mu tajemnicza dziewczyna, obdarzona magicznym znamieniem, które, jak sama mówi, przynosi nieszczęście w jej życiu. Ich ścieżki się spotykają, ale czy będzie to właściwy krok?

Źródło
     Ta książka ogromnie mnie intrygowała, kiedy pierwszy raz zobaczyłam jej okładkę. Wiecie. Płomienie, ogień, zaklinacz, może jakieś demony w gratisie i to, co obiecywały reklamy - smoki. Czy może być coś lepszego dla osoby, której blog nosi wdzięczną nazwę Książki w Piekle? I tak, intrygowała mnie, póki nie zaczęłam jej czytać i nie poznałam historii, którą skrywała. Oto cała prawda o tym, co znajdziemy w środku.

     Pomysł był, ale gorzej z wykonaniem. Szczerze mówiąc, po opisie i początku spodziewałam się czegoś więcej. Miotania ogniem, zwrotów akcji, fantastycznych zwierząt i dużo więcej magii. Autorka skupiła się w dużej mierze na ukazaniu sytuacji politycznej królestw, której, szczerze mówiąc, w ogóle nie mogłam rozgryźć. Niby ktoś z kimś walczył, ale z kim i dlaczego? Jak dla mnie powieść tego typu musi głównie skupiać się na świecie przedstawionym - na polityce też, ale nie każdy lubi - bohaterach i ich charakterach, umiejętnościach.  A tutaj tego mi zabrakło, dość duży niedosyt.

     Ash to dość specyficzny bohater, mówiąc pozytywnie. Jest młodszy ode mnie i pewnie większości czytelników, ale za to diabelnie uzdolniony.  Może był często niezdecydowany, ale umiał oddać się swojej pasji - uzdrawianiu ludzi i zwierząt - i dostać za to nagrodę, chociaż nie był zachłanny. Miał swój cel i tego się trzymał. Poznając Jenne, dziewczynę pracującą kiedyś w kopalni, o włosach raz rudych, raz czerwonych, a raz miedzianych (czy to światło tak działało, że jej włosy zmieniały kolor?), umiał zachować trzeźwy umysł. Ich romans bardzo mi się podobał, aczkolwiek Jenna była tutaj osobą, która zbyt mocno ulegała emocjom i potrafiła rzucić się na Asha, kiedy za drzwiami komnaty stał cały rój straży. Cóż, w wieku szesnastu lat bardzo otwarcie zachowywała się wobec swojej seksualności. Miała zadatki na dobrą bohaterkę, ale autorka tego nie przejrzała. Zbyt mało informacji, a postać na okładce, która miała być nią, w ogóle jej nie przypomina... (ale prezentuje się dobrze)

     Pozytywnie zaskoczyły mnie rozmyślenia bohaterów, sięgające trochę kontemplacji własnego życia i uczuć, które się w nich kotłowały. Mimo wszystko głównie skupiały się na kwitnącej miłości, a nie politycznych zagwozdkach. Nie były zbyt mocno przesłodzone, ale miło się je czytało. Niedługo na blogu pojawi się umarły od jakiegoś czasu wpis z cytatami, więc będziecie mogli sami ocenić.

Źródło
     Ta pozycja ma wiele niedociągnięć, czytelnik spodziewa się dużo większych emocji, niż tam zostaje. Plus jest taki, że Zaklinacza czyta się bardzo szybko. Autorka pisze lekko, wplata magię (oczywiście dla mnie i tak zbyt mało) i trochę żartów. Potencjał zmarnowany, chociaż wydawało się, że będzie znakomicie. Smok, który był tak bardzo reklamowany, wpleciony został dość minimalnie. Tutaj mogło być lepiej.

     Jeżeli szukacie czegoś BARDZO lekkiego, gdzie nie będziecie musieli zbytnio łączyć faktów, pobawić się magicznym amuletem i poznać Asha, który potajemnie spotyka się z niewyżytą nastolatką, to jest coś dla was. Sam główny wątek książki jest mi nieznany, zbyt dużo się działo (chociaż tak na prawdę nic się nie działo). Bardzo ładnie prezentuje się na półce, a jeżeli macie niedosyt po tej recenzji to zapraszam was do Kasi. Znajdziecie u niej bardziej niekulturalną opinię, która streszcza tę pozycję idealnie, a dodatkowo zwraca uwagę na szatę graficzną. Mój numer jeden!

Za poznanie historii z królestwa dziękuję: Wydawnictwo Otwarte

piątek, 11 sierpnia 2017

"13 powodów"

Tytuł: 13 powodów
Autor: Jay Asher
Liczba stron: 272
Data wydania: 28 marca 2017

"Rozczarowanie. Jedno z najgorszych uczuć."

Kiedy ostatni raz kogoś zawiodłeś? Nie ma dnia, abyśmy nie rozczarowali jakiejś osoby. Nie ma znaczenia,bliskiej znajomej,a może zwykłego przechodnia na ulicy, któremu jednym gestem zepsuliśmy dzień. Zawsze borykamy się z tym zjawiskiem.Odczuwamy je albo na własnej skórze, albo to my jesteśmy źródłem.Nie możemy jednoznacznie stwierdzić, kiedy dokładnie nasze zachowanie może wpić się w życie drugiego człowieka i sprawić,że już nigdy tak samo nie spojrzy na świat. 

     Twoja znajoma ze szkoły, z którą łączyło Cię coś więcej niż przelotne "Cześć", pozostawia po sobie tajemnicze kasety, na których widnieje Twoje imię. Trzynaście powodów tłumaczących, dlaczego się zabiła. Trzynaście powodów, trzynaście stron i trzynaście różnych osób, które łączyło jedno - niewyjaśniona śmierć. Jak sobie poradzisz z tym, że znajdujesz się na liście? Co zrobisz, kiedy pod drzwiami znajdziesz pudełko z kasetami? Już nigdy nie będziesz taki sam, uwierz. 

Źródło
     Kto chociaż raz nie słyszał o Trzynastu powodach, czy to w formie papierowej czy na ekranie? Albo kto nie widział chociaż jednego żartu o Hannah Baker? Skuszona fenomenem serialu postanowiłam w końcu przeczytać książkę, której opinie są podzielone po równo. Jednym się podoba, dla innych to zwyczajny chłam, który podoba się nastolatkom i nakłania do popełnienia samobójstwa. Jakie są jednak moje odczucia? Sam pomysł nie był zły. Wykonanie na pewno zajęło autorowi dość dużo czasu, ze względu na kasety, czyli monolog wewnętrzny Hannah oraz ukazanie świata oczami Clay'a - jednego z bohaterów, który otrzymuje kasety po śmierci znajomej. Bo jak pewnie zdążyliście zauważyć, tajemnicze pudełko podróżuje po różnych osobach i pokazuje, że to oni są jednym z powodów, dlaczego odebrała sobie życie.

     Bohaterowie sami w sobie byli jacyś bezpłciowi. Hannah wydaje się bardzo dziecinną kobietką, która przejmuje się wszystkimi sprawami. Można twierdzić, że szukała tylko pretekstu, aby się zabić i jakoś to "uatrakcyjnić" na siłę. Z drugiej zaś strony bardzo ładnie ubrała to w słowa, wylewając całe swoje żale do ludzi, którzy przyczynili się do jej nieszczęścia. Widząc śmierć drugiego człowieka nawet nie przychodzi nam na myśl, że to właśnie my znaleźliśmy się na liście osób powodujących efekt śnieżnej kuli. Pozwoliła na to, aby w ludziach obudziło się poczucie winy i często niszczyło ich to od środka.

     Bardzo podobało mi się przeplatanie poezji między tą dramatyczną historię. Hannah wspominała jak ją rozumie i w jaki sposób w ogóle do niej dotarła. W środku znajdziemy nawet kilka jej autorskich wierszy, z których każdy ma swoją oddzielną genezę, ale nikt nie zauważył o czym tak na prawdę są. Ta książka daje do myślenia. Pokazuje, że należy zwracać uwagę na niepokojące zjawiska u drugiego człowieka. Bo właśnie to podkreśla treść Trzynastu powodów. To, w jaki sposób zmieniają się ludzi nękani czarnymi myślami i co robią z życiem, które kiedyś było kolorowe.

Źródło
     Książka pokazuje motyw samobójstwa od innej strony. Nie ukazuje wprost, że człowiekowi było trudno i odebrał sobie życie, a poetyzuje całe wydarzenie. Mówi o uczuciach otwarcie, zwraca się wielokrotnie do bohaterów, a sam czytelnik zaczyna mieć mętlik w głowie, czy aby na pewno dobrze obchodzi się z ludźmi. Bo mimo wszystko kontakty międzyludzkie są trudne do opanowania...

     Możecie sądzić o tej pozycji cokolwiek wam się podoba. Mogą irytować was dziecinni bohaterowie, chemia łącząca dwoje ludzi, która niestety nie doszła do skutku i to, co dzieje się w umysłach innych. Mimo wszystko zwróćcie uwagę na drugie dno tej dziwnej pozycji, którego nie potrafią wszyscy odkryć.

Wydawnictwo: Rebis

niedziela, 6 sierpnia 2017

Deathgasm → Brutalność nie zna granic

Tytuł: Deathgasm
Reżyseria: Jason Howden
Premiera: 14 marca 2015
Gatunek: horror/komedia
Główna obsada:
-Brodie: Milo Cawthorne
-Zakk: James Blake
-Medina: Kimberley Crossman
Długość filmu: 86 minut 



"Opętane ciała będą zabijać, by przygotować świat na przyjście demona, w godzinę szatana."





     Po umieszczeniu matki w szpitalu, Brodie wprowadza się do katolickiej rodziny wujka. Jako fan metalu nękany jest przez uczniów i kuzyna Davida, z którym dzieli dom. Mimo nienawiści do nowej rodziny, wraz z nowo poznanym metalem - Zakkiem - i dwoma szkolnymi kujonami, zakłada garażowy zespół Deathgasm. Kiedy wraz z Zakkiem włamuje się do opuszczonego domu, znajduje tam jednego z legendarnych, kontrowersyjnych muzyków, Rickiego Daggersa. Otrzymują oni w obliczu śmierci tajemnicze, stare kartki, których strzegł Daggers - nuty. Grając brutalną muzykę, nieświadomie przyzywają króla demonów, który opętał ciała mieszkańców, szykując ich na swoje przybycie...

Źródło
     Ten film to gratka dla fanów ciężkiej muzyki. Znajdziecie w niej wszystko, co was interesuje. Gitary, karwasze, ćwieki, brutalność, demony, a nawet corpse paint (dla niepoinformowanych, jest to czarno-biały makijaż, charakteryzujący głównie miłośników black metalu; często kojarzony z pandą). Twórcy filmu idealnie dobrali aktorów, którzy wczuwają się co do kropelki w swoje role i biegają po lasach, śpiewając i grając na gitarach - co często określa się jako "darcie ryja" (growlowanie). Soundtrucki, czyli przyjaciele większości scen, to przykładowo Elm Street, Pathology, Bulletbelt czy Emperor. Na ścianach znajdziemy plakaty Trivium, Kreatora, Canibal Corpse i innych cięższych zespołów. Każdy znajdzie coś dla siebie.

     Jako fanka metalu, często określana jestem jako satanistka, która na pewno nocami składa ofiary z kotów, śpiąc z zapalonymi świeczkami i pentagramami wokół łóżka. Twórcy filmu zwrócili uwagę na mylne stwierdzenia, że każda osoba lubiąca się w heavy metalu (jak Brodie), jest od razu demonicznym blackmetalem, słuchających satanistycznych zespołów - no i oczywiście wzywającym samego pana piekieł, co często mija się z prawdą w prawdziwym życiu. 

     Pomimo tego, że jest to horror, - walka z demonami, które zapanowały ciałami mieszkańców - gdzie bohaterowie oblepieni są krwią i flaki wylewają się z ludzi, ma też w sobie coś z komedii. Znajdziemy wiele scen, gdzie postacie żartują z życia, robią szalone rzeczy i słuchają razem muzyki. Jednak nie są to żarty dla wszystkich, a tak zwany czarny humor, gdzie żartuje się z różnych dziwnych zjawisk.

     Zabawne jest to, jak bardzo zmienia się jedna z cukierkowych bohaterów, blondynka Medina. Ku zdziwieniu widza, jako fanka popu i delikatności, staje się coraz bardziej wyrazistą postacią. Zakochuje się w głównym metalu i towarzyszu mu do samego końca, walcząc z zombie za pomocą siekiery, zabawek erotycznych i piły mechanicznej. To chyba jeden z najzabawniejszych aspektów filmu, nie licząc randki Mediny z pandą - Brodim w corpse paintcie. 

Źródło
     Nie można opisać w jednym zdaniu głównej problematyki filmu. Z jednej strony jest to walczenie z demonem, ale z drugiej zbyt dużo się dzieje, aby to stwierdzić. Niezaprzeczalnie jest to jeden z brutalniejszych, ale i zabawnych historii, jakie udało mi się obejrzeć. Deathgasm, z tym się może zgodzić większość osób, jest skierowany głównie dla fanów ciężkich brzmień, którzy chcą posłuchać razem z bohaterami metalowych kawałków i pośmiać się z czarnych żartów, ubranych na czarno i w skóry facetów. 

     Czy warto obejrzeć? Podpisuję się pod tym filmem dwoma rękoma. Jest metal, są demony, ładni bohaterowie (nie śmiem tego pominąć), żarty i krew, która leje się po postaciach. Jeżeli szukacie ciekawej historii, która może opowiadać o was samych, obejrzyjcie. 

czwartek, 3 sierpnia 2017

Piekielny lipiec

Minęła połowa wakacji, niedługo znów zmierzymy się ze szkolną codziennością. Napędzona "letnią" pogodą, przez chwilę myślałam nad tym, aby zrezygnować z podsumowań miesiąc, ewentualnie trochę to dopracować, zmienić czas, wygląd, zagadnienia. Jednak jest to część mnie, którą lubię pilnować i skrupulatnie podsumowywać. Piekielne miesiące nadal pozostają na moim blogu.

Przeczytane: 
-Metalowa burza - 441 stron
-Alvethor. Pandemia - 290 stron
-Hydra - 425 stron
-Potworna - 415 stron
-Sobowtór - 310 stron

RAZEM: 2232 strony 

Król Piekieł:
 
Zdziwiłam się spisując liczbę pozycji, które przeczytałam w lipcu. Tym razem postanowiłam nagrodzić pozycję, którą dostałam przedpremierowo od Wydawnictwa Otwarte. Książka różni się od innych, chociaż przypomina delikatnie Confess. Bardzo podobał mi się pomysł narracji, która opisywała wspomnienia bohaterów. Autorka swoim debiutanckim dziełem podbiła serca czytelników, zwracając uwagę na motyw przemijania i szanowania drugiego człowieka.

Nowe pozycje na półce:
Sobowtór Ewa Karwan-Jastrzębska
Mikołaj i dziewczyna z gwiazd Sergiusz Pinkwart
Czarna samica kruka Dariusz Pawłowski
Mleko i miód Rapi Kaur

wtorek, 1 sierpnia 2017

"Sobowtór"

Tytuł: Sobowtór
Autor: Ewa Karwan-Jastrzębska
Liczba stron: 310
Data wydania: 2017


"Kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą, choćby nie wiem, jak bardzo było absurdalne. "


Kłamstwo - wypowiedź zawierająca informacje niezgodne z przekonaniem o stanie faktycznym. Raz prościej jest nam odnaleźć nieautentyczne informacje, a raz nie, ale po dłuższym czasie wmawiania tego komuś, wszystko staje się w naszym umyśle najprawdziwszą prawdą. Manipulacja umysłem jest rzeczą trudną, ale łatwo przyswajalną. 

     Zuzanna to buntownicza, rudowłosa artystka. Jako nastolatka w jednej z  warszawskiej szkół, lubi imprezować i spotykać się z przyjaciółmi. Jednak po pojawieniu się Michała w progu liceum, jej życie nabiera innej barwy. Tajemniczy chłopak, miłośnik kultury Kraju Kwitnącej Wiśni i anime, zakochuje się w Zuzannie, ukrywając przed nią jej sobowtóra - dziewczyny, z którą Michał zawiesił związek. Żadna nie wie o swoim istnieniu, a obie zabójczo przypominają jedną z jego najukochańszych bohaterek mangi, Asukę. Czy rozdane przez Michała karty podtrzymają związek z Zuzanną? 

Źródło
     Każdy z nas chociaż przez chwilę myślał o swoim sobowtórze. Czy on w ogóle istnieje? Jak bardzo nas przypomina? A co, jeśli naszym sobowtórem jest fikcyjna postać? Zuzanna, czyli rudowłosa piękność Michała, nie była szczęśliwa ze swoich klonów. Obwiana nutą tajemniczości żyła w przeświadczeniu, że pomimo obsesji chłopaka, jest jedyna w swoim rodzaju. Jednak on z tego nie wyrósł, tylko do końca szukał tej jednej, upragnionej Asuki. Motyw sobowtórów w tej książce jest bardzo zauważalny, a przy samej końcówce zadziwia czytelnika w taki sposób, że potrafi przez chwilę siedzieć w zadumie z krążącym pytaniem - CO TU SIĘ STAŁO? Warto doczytać do końca.

     Akcja rozgrywa się dość lekko, mogłabym rzec, standardowo i ciekawie. Poznajemy bohaterkę, jej stosunki do uczuć i rzeczy natury egzystencjalnej, a później przychodzi miłość z japońskimi bajkami w tle. Oryginalny pomysł, porywający fanów anime. Prócz tego, książka, jak i bohaterowie, są bardzo umuzykalnieni. Michał gra na gitarze, śpiewa utwory z Upiora w operze i wymienia spostrzeżenia na temat Nirvany (nie śmiem nie dodać, że Kurt w tle bardzo mi się podobał) z dziewczyną, bo tak właśnie ją podrywa. (Ups, trochę za dużo informacji?). Michał jest wręcz chłopakiem idealnym, uczuciowym i kochanym, więc nie można się powstrzymać od pokazania jego dobrej strony - prócz tego, że jest strasznie niezdecydowany.

     Książki młodzieżowe, tym bardziej te lekkie i prowadzące do zawrotów głowy, chodzą tropem tych samych schematów. W przypadku fabuły Sobowtóra, autorka odnosiła się ostrożnie do innych pozycji, a wręcz od nich stroniła. Mamy tutaj co prawda historię miłość, która uczy szacunku do innego człowieka oraz niepohamowanej żądzy kobiety idealnej, ale jest to o wiele bardziej oryginalny pomysł. Nie jest to typowa młodzieżówka, mimo wszystko.

Źródło
     Zakończenie ogromnie zaskakuje. Pojawia się jeszcze więcej sobowtórów, a Michał zażarcie walczy o to, co w sobie rozkochał. Dorasta w mgnieniu oka, pozostawiając na dnie szuflady kobietę idealną. Widać jak bohaterowie się zmieniają, co robią, o czym myślą i kto jest ich przyjacielem, a kto wrogiem.

     Sobowtór to lekka pozycja na wakacyjne wieczory. Fabuła, ukazana oczami różnych bohaterów (przeważająca liczba Zuzanny i Michała), bardzo ciekawi i pozwala na ujrzenie różnic między myślami i charakterami postaci. Zobaczcie sami jak powstawały sobowtóry, a Michał niezaprzeczalnie tracił dla nich głowę.

Za historię z kwitnącą wiśnią w tle, dziękuję: Wydawnictwo Akapit Press

sobota, 29 lipca 2017

Z niewyobrażalnie pojemnej czeluści... Wywiad - Magdalena Kałużyńska

Magdalena Maria Kałużyńska - kobieta idealna, niosąca za sobą grozę i fanów krwawych historii. Może ludzie nie uważają jej książek za dzieła godne kobiety, ale jest sobą i chwalmy ją za to. Na koncie ma liczne publikacje : nie tylko w postaci powieści, ale i opowiadań w antologiach. Nie śpi z piłą mechaniczną, ale bójmy się - bo to dzięki niej nabawimy się nowych lęków. Przed Państwem mistrzyni grozy! 

Alvethor. Białe Miejsce 
Alvethor. Pandemia






1. Mogłabyś na samym początku powiedzieć coś o swojej osobie? Może zdradzisz jak poczułaś wenę do dzielenia się swoimi pomysłami i przelewania ich na papier?
Odkąd pamiętam miałam jakąś taką łatwość wymyślania niestworzonych opowieści, dużo też czytałam, coś tam nawet pisałam w tajemnicy przed całym światem, ale wenę do dzielenia się pomysłami i przelewania ich na papier poczułam dopiero po lekturze powieści Andre Norton pt. Kryształowy Gryf. Kiedy to było? Dawno. Miałam wtedy dziewiętnaście lat. Wtedy złapałam pisarskiego bakcyla.

2. Czy zdecydowałabyś się kiedyś na pisanie pod pseudonimem? Jeśli tak, miałabyś już jakiś pomysł? 
Zanim została wydana moja pierwsza książka ktoś zasugerował, żebym przyjęła męski pseudonim, ponieważ, cytuję "horroru napisanego przez kobietę nie będzie chciał nikt wydać", albo "horror napisany przez kobietę będzie niewiarygodny", "kobiece nazwisko nie pasuje do horroru", ewentualnie "pisarka horrorów nie mieści się w standardowym wizerunku porządnej kobiety". Albo ten ostatni cytat dotyczy tatuaży... Już nie pamiętam. Czasami trochę żałuję, że nie piszę pod pseudonimem, ale żałuję ze względów czysto egoistycznych - wydaje mi się, że pseudonim zapewniłby mi święty spokój. I nie, nie mam pomysłu na ksywę. Nie czułam potrzeby wymyślania jakiejś pasującej do mnie nazwy. Z drugiej strony patrząc - słyszałam, że u kilku kobiet przyczyniłam się do ujawnienia pisarskich inklinacji oraz ciągot do horroru, że stanowię coś w stylu motywatora oraz argumentu w dyskusjach o miejscu kobiety w literaturze oraz co powinny te kobiety pisać, czego nie powinny. Jak to kobiety w Polsce nie piszą horrorów, skoro Kałużyńska napisała! Koniec, kropka. Można? Można. dziwię się, niekiedy, że wciąż zdarza się opcja, żeby zniechęcić kobiety do realizowania literackich "niekobiecych" ciągot. Ale jak to śpiewał Czesław Niemen - dziwny jest ten świat. Pisząc pod pseudonimem tym motywatorem, raczej, bym nie była.


3. Skąd bierzesz/jak rodzą się tytuły Twoich dzieł?
Z tytułami bywa różnie. Sprawa jest, oczywiście, bardziej skomplikowana w przypadku powieści, niż opowiadań, wiadomo, że tekst tytuł mieć powinien. I ma. A kiedy wymyślam tytuł? Niekiedy do momentu skończenia pisania dzieło tytułu nie posiada... Tak było w przypadku mojego powieściowego debiutu. 

4. Jak powstała myśl napisania debiutu i co podkusiło Cię do zniszczenia tego, co stworzyłaś?
Debiut we mnie, mówiąc ogólnie, narastał i, przyznam, że z pisaniem mojej pierwszej powieści bywało różnie. Zaczęłam pisać tę powieść kilkanaście lat temu, ale... pisanie w pewnym momencie przerwałam. Pamiętam, że musiałam wtedy zrobić porządek w moim życiu, w tym wyprostować relacje tak zwane damsko-męskie. Nie było łatwo, ale dałam radę. Do mnie podkusiło do zniszczenia maszynopisu YMAR,  spalenia go, do skasowania plików tekstowych z komputera? Cóż. Nie ukrywam, że mam wybuchowy charakter. Ale prawdziwym powodem destrukcji była niemożliwość znalezienia wydawnictwa na tę powieść. Plus fala opinii, rad i komentarzy, które wtedy słyszałam - tego nikt nie wyda, daj sobie spokój, napisz coś dla bab, tylko nie horror, nie wydam książki, której nie rozumiem, może za granicami Polski, bo w Polsce to nie, trzy czwarte wyrzucić, z reszty skleić czytadełko, tak wydajemy polskiego mistrza fantasy, proszę się dostosować do rady redaktorki, bo inaczej nici ze współpracy, czy ze mną wszystko w porządku, co ja biorę, że takie posrane rzeczy piszę, żaden szanujący się wydawca tego nie wyda, wydamy - ale za pieniądze, prosimy wpłacić tyle-a-tyle na takie-a-takie konto, co to w ogóle jest, ale mam nasrane pod deklem, ten scenariusz nie trzyma ciągłości akcji, dziwne to jest i posiada błędy oraz bardzo dużo powtórzeń, nie zaryzykujemy, na rynku nie było odzewu, powieść nie spełnia oczekiwań, proszę pozmieniać, poprawić, ale nie gwarantujemy, i tak dalej i tak dalej. Prawdę mówiąc, miałam dosyć. Naprawdę. Rozpaliłam w kominku, otworzyłam drzwiczki, usiadłam, kolejno wrzucałam zmięte, zadrukowane kartki, patrzyłam jak zaczynają się palić, wrzucałam kolejne... Kiedy było już po wszystkim, usiadłam przed komputerem, odebrałam pocztę elektroniczną. I ze zdziwieniem stwierdziłam, że przyszedł mail, którego treść pamiętam do dzisiaj. Dzień dobry, zapoznaliśmy się z propozycją wydawniczą, chętnie wydamy, proszę o kontakt, pozdrawiam. Nie, nie musiałam tekstu przepisywać, czy odtwarzać z pamięci - pracowaliśmy na pliku, który dostał wydawca. Ale w pierwszej chwili nie uwierzyłam w tego maila, wystawiłam do laptopa środkowy palec, poszłam spać. Ale następnego dnia rano sprawdziłam - to nie był sen ani przywidzenie.
Nie wierzyłam.
Jednak Woland miał rację. Rękopisy nie płoną. Trafna metafora, bardzo trafna.


5. Skąd to "zamiłowanie" do krwi i ohydnych, że tak się wyrażę, tematów? Siedzi to w twojej głowie od początku czy napędziły to czytane przez Ciebie książki?
To zamiłowanie siedzi w mojej głowie od początku, jak również mam to zamiłowanie po przeczytanych książkach, po obejrzanych filmach. Taki koktajl, jak widać. Wielosmakowy. Parcie na pisanie poczułam po lekturze Kryształowego Gryfa Andre Norton. Jest to powieść z gatunku fantasy, ale napisana w specyficzny sposób. Jaki? Trzeba przeczytać, polecam. Pierwsze moje nieporadne i marnej jakości teksty były właśnie takie "fantasypodobne". Coś mi, jednak, cały czas nie pasowało, czegoś mi brakowało... Wtedy napisałam opowiadanie pt. Wizyta. Pierwotnie było krótkie, ot, idzie tajemnicza postać przez las i coś tam się w tym lesie dziać zaczyna odnośnie tej tajemniczej postaci. Postać, oczywiście, była ubrana w czarną, długa pelerynę, podpierała się długim sękatym kijem, świecił księżyc, z lasu dochodziły tajemnicze odgłosy, odgłosy, krzyki i śpiewy dochodziły również z karczmy, padał deszcz... Krew się polałam tajemniczy wędrowiec brutalnie rozprawił się ze zbirami, którzy go napadli, wędrowiec okazał się nie być człowiekiem...
Oczywiście, od przysłowiowego zawsze, zaczytywałam się w horrorze, potrafiłam wydać prawie całą pensję na książki, wracałam do domu z siatkami pełnymi dzieł mistrzów gatunku: Stephena Kinga, Grahama Mastertona, Daena Koonrza, Paula Wilsona, Jamesa Herberta, Clive'a Barkera. Siedziałam i czytałam. Pochłaniałam. I tak jak parcie na pisanie poczułam po książce z gatunku fantasy, taki kierunek tego pisania zobaczyłam po lekturze Lśnienie Stephena Kinga... Tak w skrócie wyglądało to moje nasiąkanie horrorem oraz ohydztwami. Dosłownie nasiąkanie. Jak gąbka.

6. Trudno się pisze o szeroko pojętej "rzezi" na stronach? Masz jakieś nawyki, kiedy piszesz? Słuchanie muzyki, picie kawy itp.?
Wiesz, trudno się pisze, generalnie, ponieważ postawiłam na wiarygodność, właśnie. Horror napisany przez kobietę jest niewiarygodny, pamiętasz? Oczywiście, nie staram się uwiarygodnić wszystkiego, bo taki zabieg nie ma sensu. Ale to stwierdzenie o niewiarygodności koleboce mi się w podświadomości. Nie twierdzę, że w przypadku potrzeby wiarygodnego opisania masakry jadę, na przykład, do rzeźni, albo czekam na jakiś katastrofalny w skutkach wypadek komunikacyjny. Tak, robię risercz merytoryczny, konsultuję się z ludzi, którzy mają wiedzę w temacie. Albo najpierw muszę ten temat określić. Rzeź, albo masakra jest tylko dodatkiem, mimo wszystko. Krwawa rozwałka sama w sobie mnie nie podnieca, nie interesuje. Jest, owszem, ciekawym tematem do wprawki warsztatowej, ale dla mnie najważniejsza jest opowieść, trzon książki. Chlustanie wiadrami krwi to tylko i mimo wszystko, dodatek. Pytałaś o nawyki. Piszę w ciszy. Albo po prostu wyłączam się z otaczającego mnie świata. Nie przesadzam z kawą, bo sobie można zrobić krzywdę, przecież. Wiele osób  podejrzewało mnie o używanie jakichś podkręcaczy rzeczywistości - narkotyków, dużej ilości alkoholu. Podczas pisania nie piję alkoholu, generalnie nie biorę żadnych narkotyków. Co ja ćpam? Kwestie które piszę wypycha, z mojej, tak zwanej, samowystarczalnej wyobraźni, naprawdę.
Piszę kiedy mam coś do napisania oraz na pisanie czas. Nie mam żadnych określonych godzin, czy pór dnia, wyznaczonych na pisanie, nie mam żadnych typowo moich rytuałów, czy sposobów, nie otaczam się żadnymi symbolami, czy totemami, nie śpię z piłą łańcuchową pod ręką, albo siekierą pod poduszką. Ktoś się mnie o takie coś pytał. Okej, mam plastikową piłę łańcuchową, taki model zabawkowy, w samochodzie, jeździ na tylnej półce. Na klapie bagażnika nakleiłam symbol "zombie hunter" i bawię się świetnie, widząc reakcje ludzi, owszem, kiedyś w bagażniku samochody woziłam kilka siekier, które zostały tam, ponieważ nie rozpakowałam rekwizytów po sesji zdjęciowej. Ale takie moje zachowanie bezpośrednio nie dotyczy pisania. Czyli - nie, nie mam żadnych typowo pisarskich nawyków. Ani, wbrew pozorom, nie mam  żadnych pisarskich... dziwactw. No, może jedno. Że ja, tak po prawdzie, tej rzezi w tekście nie widzę. Ot, lekka zmiana kolorystyki, może trochę zmiana nastroju...


7. Jak myślisz, co sądzą o Tobie przyjaciele, znajomi, rodzina, kiedy czytają lub widzą okładki Twoich książek?
Większość moich bliskich, rodzina, przyjaciele, znajomi, generalnie horrorów, po prostu, nie lubią, a ja nie mam zamiaru nikogo zmuszać do przeczytania moich tekstów, czy też nie czekam ze niecierpliwieniem na opinię o okładkach.

8. W Alvethorze zostało wspomniane, że bohaterowie mają swoje odpowiedniki w prawdziwym świecie, Jak ich znalazłaś/przekonałaś i skąd w ogóle pomysł? Jak zareagowali na twoją propozycję?
Wpadłam na pomysł uwiarygodnienia akcji, przez umieszczenie w powieści realnych ludzi. Najbliżej byli moi znajomi. Spytałam, zgodzili się. Co jakiś czas tylko przypominałam im, że piszę horror, bałam się, że zmienią zdanie. Ale nie zmienili. I bardzo im za to dziękuję.

9. Po lekturze, jaką są dwa tomy Twojej krwawej historii mogę stwierdzić, że to przemyślanie, dopracowane i "dojrzałe" dzieła. Czy przez te piętnaście lat, w których pęczniał pomysł, jakoś to zapisywałaś czy zostawiłaś w czeluści umysłu?
 A, dziękuję. Nie, nie robiłam notatek. Zostawiłam pomysł w czeliści umysłu. Jak się okazało, ta czeluść jest niewyobrażalnie pojemna...


10. Jak się czujesz czytając recenzje? Te pozytywne, jak i te negatywne?
Czuję się wtedy dobrze, bo widzę, że książki są czytane, że wywołują emocje i że mój wysiłek nie poszedł na marne...

11. Po Białym Miejscu, a właściwie zakończeniu widać, że należało spodziewać się kontynuacji. Czy takie założenie było od samego początku? Stworzyć kilka tomów?
Nie. Alvethor miał być jednotomowy. Jeden tom, żadnych serii. Tak sobie przysięgałam. Ale podczas pisania Białego Miejsca coś się zmieniło...

12. Czy prócz kolejnych Alvethorów planujesz coś napisać?
tak. Już nawet zaczęłam pisać, równolegle z pisaniem III tomu Alvethor. 
Bardzo dziękuję autorce za szczere i opasłe odpowiedzi. To, w jaki sposób pomogła mi w rozwinięciu bloga i poćwiartowania mojego umysłu poprzez treść w jej książkach, zasługuję na nagrodę i słowa uznania. Złota piła łańcuchowa dla Kałużyńskiej!